Archiwum Strony 2

Krótkie wcięcie z aktualnościami

Na chwilę przerywamy relację z wycieczki, aby nadać wiadomości z ostatniej chwili.

Otóż w czwartek ostatni odbyło się otwarcie GaleriiBałtyckiej.

Jest to centrum handlowe.

Ludzi było w pizdu. Serio. Ciężko to inaczej opisać.

A zachowanie? Zachowanie było godne stada bydła. Choć, podejrzewam, że właśnie obraziłem bydło. Ludzie pchali się, wpychali, przepychali, odpychali, rozpychali, bili, szturchali, tratowali, przeklinali, krzyczeli i robili sporo innych rzeczy. Ujawnili swe najdziksze instynkty, aby jako jedni z pierwszych przekroczyć bramy nowej Świątyni Zakupów, będącej jednocześnie Najlepszym Miejscem do Spędzenia Niedzielnego Popołudnia, oraz Magazynem Artykułów Wszelakich.

A jak to wyglądało?

Dzięki temu, iż, za namową L. wybraliśmy się na ten spęd zwierząt, możecie obejrzeć zdjęcia!

Enjoy!

To tak na pogląd. Więcej zdjęć, i większych, tu

o tym, co wkładamy (czasem wlewamy) do brzucha c.d.

No to lecimy dalej.

Tu wtrącę od siebie mały wpisik a propos jednej rzeczy, o której zapomniał mój Jedyny, lecz po prostu go tam nie było. Jak macie kasę, tak zwaną nadprogramową (dobry gest cioci, mamy, wygrana w lotka lub najzwyczajniej w świecie znaleźliście kociołek z monetami na końcu tęczy), to polecam Wam naprawdę niesamowitą pijalnie czekolady spod szyldu Wawel (na Rynku). Nie boję się użyć tego sformułowania - deserowy orgazm. Chyba dość dosadnie? Tylko liczcie tak z 30-40 zł od duszy…

Jeszcze chyba nigdzie nie wspomnieliśmy o tym, ale generalnie mamy przyjemność mieszkać w najpiękniejszym mieście portowym naszego kraju, czyli w Gdańsku. Po raz pierwszy w tym roku obydwoje zetknęliśmy się z instytucjami miast studenckich. Właśnie jeżdżąc po Polsce. Otóż takie miasto jest po prostu przyjazne pod względem np. imprez rozrywkowych i ich jakości, ilości mlecznych barów oraz komfortu w zdobyciu jedzenia o każdej porze dnia.

I pod tym względem Kraków (w przeciwieństwie np. do Wiednia, o czym później) jest bardzo przyjaznym młodym ludziom. Gdyż to zazwyczaj oni budzą się głodni w środku nocy, a że mamusi już nie ma i nikt zakupów nie zrobił, są w kropce. Dobra, ale tak by było np. w Gdańsku. W byłej stolicy istnieje na szczęście instytucja sklepu 24 h. W sumie to zazwyczaj tam zaopatrywaliśmy się w produkty na kolację. Znajdziecie tam wszystko czego akurat potrzeba - całe półki z zupkami chińskimi, pasztetami wszelakiej maści (i jakości) oraz lodówki pełne piwa - zarówno regionalnego, jak i tego ogólnie dostępnego, po piwo z Anglii, Irlandii a nawet Hiszpanii :). Żyć, nie umierać…

Na tym w sumie można zakończyć kwestię przeżycia w Krakowie. Teraz muszę dokonać aktu samobiczowania, gdyż pierwotną koncepcją tej strony miał być po prostu fotoblog. Przewaga zdjęć (bo to nasza pasja) nad tekstem. Jak widać - nie wyszło…

Ale niedługo to się zmieni :).

Na mały i skromny początek. W notce o krakowskim zoo Nikoś napisał, iż nie ma dobrch zdjęć wielbładów, mimo, iż poświęcał im należytą uwagę. Świrował, tak naprawdę interesowały go te piękne, pasiaste i smacznie wyglądające tyłki :).

o tym, co wkładamy (czasem wlewamy) do brzucha.

Więc, oto i ujawnia się piękniejsza połowa tego związku, czyli po prostu moja skromna osoba ;). No, a teraz, jak to ma w zwyczaju mówić mój psor od filozofii, żarty na bok, gdyż mój Jedyny powierzył mi strasznie poważną misję - napisania czegoś w końcu. Niestety zabrał mi spod nosa najbardziej poczytny, gazowany i chmielny temat - puby. Zajmę się więc dziedziną pokrewną. Bo bez tego też nie da się żyć…

Jednego nie ukryje - przytyło mi się po wyjeździe ^^”. W sumie z jedzeniem (mimo dość szczupłych funduszy) się nie oszczędzaliśmy.

Zacznę od pospolitego śniadania. W tym przypadku potrzebujecie: mężczyzny, który pod przykrywką miłości ukrywa pierwotny instynkt - głód, przyniesie wam on ciepłe bułeczki z pobliskiej piekarni (tak naprawdę, to on was kocha, ja mam po prostu głupie poczucie humoru) i czegoś na tę bułkę, dodam, że zazwyczaj ciepłą. Generalnie, jak macie na stanie tak dobrą kucharkę, jak ja, to możecie delektować się twarożkiem, pastą jajeczną. Jak nie macie, to od biedy starczy pasztet z majonezem kieleckim. I uwierzcie mi na słowo… Czasem tańsze rzeczy potrafią być smaczniejsze niż wszystkie majonezy babuni świata.

Drugim naszym zboczeniem są produkty oparte na płodach kury. Wszelakie jajecznice i jajka na miękko. Przy tych ostatnich pobiliśmy rekord. Kuchenka, która miała przyjemność nam służyć, posiadała skłonności do anomalii gastronomicznych. Raz gotowaliśmy jajka na miękko, uwaga, 7 min od wrzenia… dodam, ze były to małe jajka, bo z Alberta.

Skupmy się teraz na obiadach. Tu znajdzie się trochę informacji stricte turystycznych, czyli gdzie tanio i dobrze zjeść. Jako, iż większość dnia spędzaliśmy na robieniu zdjęć na mieście, tam też staraliśmy się żywić (choć zazwyczaj kończyło się na zupkach chińskich i żurku z cyklu prawie, jak u mamy…). Koniecznie należy zahaczyć o kebabownie na Grodzkiej. Osobiście polecam taką malutka naprzeciw kościoła franciszkanów, trochę taniej, a wciąż dobrze.

Na tej samej ulicy znajdziemy średniej klasy mleczny bar. Szczerze odradzam, zwłaszcza żurek, o którego smaku więcej wie mój Jedyny… Skusić się można ewentualnie na pierogi ruskie i kopytka. Ceny trochę większe ze względu na lokalizację, więc jak musu nie ma, przejdźcie dalej… Na ulicy przystającej do Gurgacza znajduje się całkowite przeciwieństwo ww mlecznego baru. Klimatem rodem z PRL - jajecznicę podają na malutkich patelniach, można nabyć prawie-jak-komunistyczną-oranżadę, a ściany nie były odnawiane pewnie od lat 80 minionego stulecia. Podsumowując - tanio, klimatycznie i smacznie (a to najważniejsze). Warto odejść może z 7 min od Rynku.

Na dziś to tyle. Ciąg dalszy nastąpi.

Pozdrawiam

L.

:]

Stuknęło nam ponad 100 “hitsów”.

Czyli ktoś te wypociny czyta.

Skoro już je czytacie, to moglibyście wyrazić zachwyt swój nad naszymi (tzn. jeszcze tylko moimi, ale to się zmieni, jak tylko Miłość moja wróci z wycieczki) tekstami.

Możecie to zrobić, na przykład, wpisując komentarze pod notkami!

Będziemy bardzo wdzięczni (tzn. ja będę, nie wiem, jak moja droga L., bo nie pytałem) ponieważ pisanie “do powietrza” nie jest tak fajne jak pisanie ze świadomością, że ktoś to czyta i, co byłoby już szczytem szczęścia, że komuś się ta pisanina podoba :]

Pozdrawiam

N.

Krótka wycieczka po miejscach, które tygryski lubią najbardziej…

…czyli dziś robimy sobie krótką przechadzkę po pubach.
Zaczniemy od najbardziej, chyba, znanej okolicy Krakowa, czyli od Rynku.

Ci, którzy byli, to wiedzą (a tym, którzy nie byli, polecam szybko nadrobić zaległości!), że Rynek jest wręcz otoczony knajpami różnymi. Niestety, na zwiedzenie wszystkich brakło nam czasu (mimo, że w tym pięknym mieście spędziliśmy ponad 2 tygodnie). Odwiedziliśmy dwa miejsca:

‘Tribeca’, która chwali się, że ma najlepszą kawę w Krakowie (nie sprawdziliśmy). Napewno ma pyszną lemoniadę (tylko w sezonie). Napój robiony ze świeżych cytrynek, dobrze schłodzony, rewelacyjnie orzeźwia.

‘U Louisa’, czyli miejsce drugie. Bardzo sympatyczny pub, z sympatyczną obsługą, zimnym piwem i dobrą muzyką. I sympatycznym wystrojem. Generalnie fajne miejsce.

Ale czas iść dalej. A dalej co mamy? C.K. Browar. Świetny wystrój, miła obsługa, przepyszne piwo (własne!). Cały ten sielankowy obrazek niszczy muzyka, która jest, delikatnie rzecz ujmując, dupna. Wiadomo, że gusta są różne i dyskutować o nich się nie powinno, ale wszelkie disco-pochodne nadają się, jak sama nazwa gatunku wskazuje, na dyskotekę, a nie do pubu…

Teraz się cofnijmy kawałeczek, do pubu, nad którego drzwiami wisi szyld reklamujący Smoczą Głowę, czyli pierwsze polskie piwo gatunku Ale. O pierwszeństwie tego piwa nie czas rozmawiać, ale smaku odmówić się nie da. I obsługa również bardzo miła, chętna do pomocy przy, jakże ważnej, decyzji co by wypić.

Z jaskini smoka czas ruszyć na Kazimierz, a tam “knajpa na knajpie”. Ulica Józefa i Eszeweria, z fajnym wystrojem (koniecznie zajrzyjcie do ubikacji!), herbatkami i piwem. Dalej, w okolicach “okrąglaka”, Mleczarnia, z mnóstwem różnych stołów (prawie każdy inny) i dobrym piwem. Przy samym ‘okrąglaku’ Alchemia, z częstymi koncertami. Generalnie ciężko znaleźć miejsce. Baraka-a to NIEfajne miejsce. Wystrój z potencjałem, acz niedopracowany. Ogólne wrażenie-jakoś tak niespecjalnie.

I nad Wisłą, na trasie z Wawelu na Skałkę mała budka z napojami po 50gr/kubeczek. napoje do wyboru-jabłkowy, albo winogronowy. Zimne, smaczne, tanie. I w plastikowym kubku.

I nie sposób nie wspomnieć o niebieskiej nysce, która staje co wieczór na parkingu niedaleko ulicy Metalowców. Można tam kupić pyszne kiełbaski pieczone na ogniu, za jedyne 6pln. Gorąco polecamy!

« Poprzednia stronaNastępna strona »


 

lipiec 2008
P W Ś C P S N
« kwi    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Blog Stats

  • 1,469 hits