Archiwum dla marzec, 2008

Cudze chwalicie…

…swego nie znacie. pitu-pitu, pierdu-pierdu.
Ale, w sumie, taka prawda.
Otóż, w niedzielę powstał problem - nie wiedzieliśmy, gdzie pójść w poniedziałek robić zdjęcia.
I wybór padł, dość ryzykownie, na Biskupią Górkę. Czemu ryzykownie? Dzielnica ma opinię…co by ująć sprawę delikatnie, dość złą. Mieliśmy małego stracha, ale potem jakoś się rozwiało. Zanurzyliśmy się w świecie starych, potencjalnie pięknych, uliczek, przesłoniętych cieniem kamieniczek. Podziwialiśmy napisy i szyldy, które pamiętają jeszcze czasy niemieckie i rosyjskie.
Dzielnica ta, mało znana i mało odwiedzana, choć położona dość blisko szlaków turystycznych, jest, moim zdaniem, o wiele ciekawsza niż np. Główne Miasto, z ul. Długą, Długim Pobrzeżem i innymi turystycznymi “must see”.
Polecam wszystkim gorąco. Przełamcie się i opinię, jaką ma to miejsce. Warto.

Przy okazji parę zdjęć z tego miejsca. Mam nadzieję, że choć w części oddadzą one jego klimat.

Przede wszystkim koty. Jest ich tam dużo. Leżą, chodzą, biegają i siedzą na czym się da. Jedzą, co znajdą. A ten konkretny był wręcz uroczy. Łasił się jak…jak kot. Grzeczny i ułożony. Nie bał się wcale, dzięki czemu mogliśmy podejść bardzo blisko niego, a Kami nawet dał się pogłaskać

Kolejna rzecz dość charakterystyczna - tzw. “łacina”. Niby wszędzie jej pełno…ale jakoś tak…dziwnie, przynajmniej mi, dawała o sobie znać właśnie tam. Może dlatego, że niezbyt często widzi się takie wyrazy “sympatii”, jak na poniższym zdjęciu…

I wszędzie było pełno zniszczonych rzeczy. Pomijając budynki, które nazwałem we wstępie “potencjalnie pięknymi” właśnie dlatego, że znajdują się obecnie w strasznym stanie, całym swoim wyglądem wywrzaskując wręcz prośby o remont. Ale w tym miejscu w zasadzie wszystko było, mniej lub bardziej, podniszczone. Zabawki, buty - prawie wszystko…

Kwestia ostatnia - ludzie. Jacyś tacy…smutni. Poza pewnymi wyjątkami, wszyscy wydawali się smutni, zmęczeni. Zniechęceni do czegokolwiek…
A pośród nich były dzieci. Mniej smutne, ale czy wesołe?

Duże problemy pewnej mieściny.

Witam ponownie po długiej przerwie. Pierwsza nowość - udało mi się wyrwać z Gdańska (tu tańczę). Niestety  - z byłym ”pierwszym mężczyzną mojego życia” (tj. Tatą). Znaczy, to też ma swoje plusy ;).

W środę rano (sic!), jakiś już miesiąc temu, wklepaliśmy w komputer pokładowy nasz cel - Warszawa. Pewnie zastanawiacie się, kto normalny tam zmierza? Otóż, ojciec leciał do Norwegii na mecz, a moja udała się po aparat. I tu kolejna mała zmiana - generalnie powinnam przechrzcić się na Nikosię :P.

Osobiście staram się omijać stolicę wielkim łukiem. Nie czuję się dobrze w mieście, w którym od środków komunikacji miejskiej, zarówno tej naziemnej,  jak i podziemnej, trzęsą się mosty oraz ulice, a względny spokój odnalazłam dopiero na cmentarzach. Tak, większość czasu spędziłam z trupami :).

Zwiedzając Warszawę, doszłam do jednego, trochę sumtnego wniosku - stolica ma ogromny problem. Nie wie, czy chce być nowoczesna, socrealistyczna, czy może klasycystyczna.

Nie trafia do mnie zastany miks architektoniczny. Trochę śmieszy, trochę smuci. Zdaję sobię sprawę, iż stolicę trzeba było odbudować. Niestety, wybito nam wiekszość inteligencji na wojnie i efekty są,  jakie są…

Nie proponuję burzenia Pajaca Kultury, gdyż, jakkolwiek trywialnie to nie zabrzmi, podoba mi się. Jednkakże, nie pasuje do reszty - Złotych Tarasów i ronda ONZ’tu.

Nie znam się na sprawach planowania infrastruktury, to nie moja brożka. Jednak mam oczy, a kawałek świata udało mi się już zwiedzić. Każda szanująca się stolica chce mieć drapacze chmur, centra biznesowe itd.  Zrozumiałe, ale na litość boską, kto buduje szklane kolosy w bliskości historycznego centrum miasta? Można, tak jak zrobili to np. Wiedniu, zagospodarować obrzeża miasta, tworząc całkowicie nową dzielnicę, z centrum rozrywki nad Dunajem oraz biurowcami w tle. To ma ręce i nogi.

Z drugiej storny, wprowadzenie takiego rozwiązania spowodowałoby całkowity brak orientacji w terenie u większości Warszawiaków oraz przyjezdnych, zwłaszcza dla mnie, wracającej w stanie niepełnej trzeźwości z uroczego spotkania ze znajomą… I tak zrobilam parę niepotrzebnych kółek ;).

 L.


 

marzec 2008
P W Ś C P S N
« sty   kwi »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  

Blog Stats

  • 1,469 hits