to, co mi ślina na palce przyniosła

Tak więc witam Was w nowym 2008 roku.

Nakłoniony przez moją Miłość wspaniałą, wziąłem się do pisania pierwszego w tym roku (i od dłuższego czasu) wpisu tu. Cieszcie się więc i radujcie!

W sumie, to nie do końca wiem, co mam napisać, więc nie spodziewajcie się tu niczego wielce sensownego, bo i ochoty brak mi na pisanie konkretów.

Dobra. Odpuściłem na dwa dni. Albo trzy. Nie pamiętam (grunt to dobra pamięć…)

Czas wrócić do ciężkiego brzemienia, które na mych barkach spoczywa, i wypocić coś godnego publikacji.

Siedzę więc, zasłuchany w dźwięki grane przez zespół Madness i czacha mi dymi, bo nie mam kompletnie żadnego pomysłu.

Mógłbym Wam napisać, że mam pracę, że przerzucam kurczaki, że blablablabla, ale po kiego? I tak Was to nie interesuje.

Więc.

Napiszę o tym, co stanowi naturę wszechświata. O rzeczy, która jest ponad wszystko inne. O sensie ludzkiego ( i nie tylko) istnienia. O wielkiej potędze.

Żarówka!

Dziękuję za uwagę…

N.

0 Odpowiedzi do “to, co mi ślina na palce przyniosła”


  1. Brak komentarzy

Napisz odpowiedź




 

styczeń 2008
P W Ś C P S N
« paź   mar »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Blog Stats

  • 1,469 hits